|
Na początku była (...) pełnia zawierająca w sobie wszystkie możliwości.
- pisze Mircea Eliade. Posługując się przykładami prac trzech polskich
artystek współczesnych - Katarzyny Kozyry, Alicji Żebrowskiej i Barbary
Konopki - chciałabym prześledzić, w jak różny sposób wyrazić się może
w sztukach plastycznych nostalgia za Rajem utraconym, za stanem paradoksalnym,
w którym przeciwieństwa współistnieją ze sobą, nie znosząc się, a wielorakości
stanowią różne aspekty tej samej tajemnej Jedni.
Problem ten pojawia się w kilku dziełach Katarzyny Kozyry.
W 1999 roku artystka zrealizowała ukrytą kamerą w łaźni Gellérta w Budapeszcie
pracę Łaźnia męska. Kozyra chciała zbadać, jak zachowują się mężczyźni
w takim miejscu, kiedy pozbawieni są "eleganckiej oprawy"
i "tego, co nadaje im status" . Jednak aby sfilmować mężczyzn
w łaźni Gellérta, Kozyrze nie wystarczyła sama kamera ukryta w reklamówce.
By przekroczyć progi "męskiego templum" artystka musiała ucharakteryzować
się na mężczyznę - przysłoniła więc piersi i damską pupę ręcznikiem,
przykleiła owłosienie na twarzy i klatce piersiowej, nie depilowała
nóg, a przede wszystkim przyczepiła sobie sztucznego penisa i mosznę.
To one stały się dla niej "wejściówką" w "męski światek"
. Poza tym Kozyra starała się naśladować zachowanie otaczających ją
mężczyzn. Dzięki temu nie została zdemaskowana. Mężczyźni w łaźni nie
dostrzegli między sobą kobiety. Artystka została przez nich natomiast
"rozpoznana jako zupełnie ktoś inny" . Wzbudziła zainteresowanie
obecnych tam homoseksualistów, szukających partnera. To potwierdziło
jednak tylko, iż maskarada się udała.
Takie przebranie się przez artystkę w strój przeciwnej płci zarazem
odsłoniło performatywny charakter ról płciowych, jak i pewną biseksualność
każdej istoty ludzkiej. Kozyra ukazała nam ciało męskie, a jednak kobiece,
przyciągające spojrzenia zarówno kobiet, jak i mężczyzn, o wyglądzie
niedookreślonym i niepokojącym, niemal jak Orlando w dziele Virginii
Woolf, którego/której płeć była "zmienna, zamienna, myląca, i właśnie
przez to pociągająca" . Kozyra przyznaje jednak, że - mimo swego
przebrania - "nie czuła się facetem" . Biseksualność w tym
przypadku pozostaje więc tylko na poziomie ciała - mamy tu do czynienia
raczej z Hermafrodytą, niż archetypowym Androgyne.
Święto wiosny (1999-2002) i Lekcja tańca (2001-2002) to kolejne prace
Kozyry poruszające problem tęsknoty za Jednością. Zainspirowane one
zostały muzyką baletową Igora Strawińskiego - "Le Sacre du Printemps"
z 1913 roku w choreografii Wacława Niżyńskiego oraz "Pietruszką"
z roku 1911 z choreografią Michaiła Fokina. Z pierwszego dzieła Kozyra
wybrała partię finalną, czyli ofiarny Taniec Wybranej - młodej dziewczyny,
która, zgodnie ze starosłowiańskimi obrzędami, ma zatańczyć się na śmierć,
by obudzić wiosnę. Partie Wybranej w Święcie wiosny Katarzyny Kozyry
tańczą osoby w podeszłym wieku, których płeć została przez artystkę
zamieniona. Ich ruchy o wyczuwalnej sztuczności tańca marionetek, są
jednak niezwykle dynamiczne. Kozyra filmując umieszczoną wysoko kamerą
klatka po klatce leżących na podłodze starych ludzi, a następnie komputerowo
animując ich ruchy, przywróciła im zdolność do szaleńczego, młodzieńczego
tańca. W ten sposób zamyka się rytualny krąg życia i śmierci.
Zamieniając role, wiek i płeć tancerzy w Święcie wiosny Kozyra nie tylko
podważa zasadność wszelkich podziałów. Widać tu też odwieczną tęsknotę
za Pełnią jednoczącą początek z końcem, młodość i starość, kobiecość
i męskość.
Pragnienie to ujawnia się także w Lekcji tańca, która powstała pierwotnie
jako swoisty spektakl, performance , a następnie zrealizowana została
także jako instalacja video. Lekcja tańca powstała na kanwie trzydziestosekundowej
sekwencji ruchów Pietruszki - kukiełki z wędrownego teatrzyku - i dwóch
innych marionetek - jego ukochanej Baleriny i konkurenta Maura. Artystka
wyodrębniła moment, w którym właściciel lalkowego teatrzyku - Czarodziej
- odsłania kurtynę i ożywia kukiełki do tańca.
W Lekcji tańca zawieszeni jak owe kukiełki z wędrownego teatrzyku trójkami
na obrotowej ścianie młodzi tancerze-amatorzy, usiłują pod komendę artystki
wykonać baletową sekwencję, naśladując w tym profesjonalnego tancerza,
którego bezbłędny taniec, zarejestrowany na taśmie video, odtwarzany
jest na dużym ekranie umieszczonym naprzeciw obrotowej ściany. Ciała
tych młodych chłopców, zaopatrzone przez artystkę w żeńskie narządy
płciowe, nabierają niepokojącego, androgynicznego charakteru. Szczupli,
delikatni, niektórzy długowłosi, kryją w sobie ułamek tajemnicy Całości
- Pełni, zawierającej w sobie wszystkie możliwości. W czasie spektaklu
wśród publiczności siedziały też dwie półnagie brodate kobiety, spoglądające
jakby w zdziwieniu raz na chłopców, raz na tancerza, a raz na siebie
same. Ich ogromne wizerunki projektowane były na jedną ze ścian, dominując
nad tłumem publiczności. Patrząc na nie, widzowie nie do końca byli
pewni, czy mają do czynienia z mężczyznami o obfitych piersiach, czy
z brodatymi kobietami, czy może z kimś w rodzaju hermafrodyty.
Podczas nagrywania wersji video Lekcji tańca Kozyra stworzyła, jakby
przy okazji filmy: Ragazzi, Dzidy, Schody, które, wraz z kilkoma fotografiami
tworzą serię Boys (2001-2002). Pokazują one nagich młodzieńców, których
narządy płciowe przysłonięte zostały jedynie przez duże, uszyte z materiału
i przypominające egzotyczne kwiaty, różowo-czerwone waginy. Chłopcy
pozują do kamery, wygłupiają się, zaczepiają nawzajem... Otacza ich
aura niewinnego, budzącego się dopiero erotyzmu. Ich ciała i przybierane
przez nich pozy - nie tylko z powodu owych waginek - są jeszcze nie
do końca "męskie", a momentami bardzo "kobiece".
Ciało androgyniczne pojawia się również w pracach Alicji Żebrowskiej.
Cykl Onone. Świat po świecie (1995-99) to wykreowana przez artystkę
poetycka rzeczywistość, którą zamieszkują istoty podwójne, męsko-żeńskie,
narcystyczne i samowystarczalne, żyjące w doskonalej symbiozie z naturą
oraz w pełnej identyfikacji z własnym lustrzanym odbiciem. Onone rodzą
się podczas seansu hipnotycznego, jakiemu poddaje się artystka - sama
także ucharakteryzowana na istotę podwójną, będącą w dodatku w ciąży,
która jest za pewne wynikiem samozapłodnienia. Onone to fantazmaty.
Ich hybrydalne ciała mają zarówno pochwy, jak i penisy, a nagości nie
zasłania otaczająca je folia niczym druga, za bardzo wyrośnięta skóra.
Ta plastikowa skóra zaciera ostrość konturu naturalnej powierzchni
ciała (...), optycznie niweluje więc granice ciała. Onone przypominają
- opisanego choćby przez Platona - pierwotnego androgyna kulistego,
który następnie rozdzielony został na dwie połówki. Taki jest właśnie
Autoholos - czyli ten, który sam dla siebie jest całością Stoi on
nieruchomo na podeście, podobny do idola czy objawiającego się bóstwa.
Otulająca go folia zamyka jego kształty w formie kuli.
Kiedy Onone pojawiają się parami - jak w pracach Continuo i Synchron
- nie wiadomo, czy są podwojeniem jednego czy dwoma różnymi ciałami
. Właściwością Onone jest bowiem przenikanie się wszelkich granic. Opowieść
Alicji Żebrowskiej o Świecie po świecie - podobnie jak mit o cyborgu
Donny Haraway - dotyczy zatem przekroczonych granic, potężnych połączeń
i niebezpiecznych możliwości, które mogą zostać odkryte i zbadane (...)
. W Onone, tak jak w cyborgach, nie ma popędu do tworzenia teorii totalnych,
istnieje natomiast intymne doświadczenie granic, ich konstruowania i
dekonstrukcji . Jest to marzenie o wyjściu z bagna dualizmów .
Onone żyją w symbiozie zarazem z naturą i techniką. W Assimilatio widzimy
postać Onone na łące. Istota ta jest tutaj jednym z elementów obiegu
życiodajnych soków, które krążą między źródłem, rosnącymi nad nim owocami,
maszyną pompującą a ciałem Onone. W Dziwnych stanach istnienia oglądamy
natomiast Onone w szpitalu klinicznym, czyli - zdaniem Haraway - w zintensyfikowanej
relacji maszyna - ciało .
Onone są istotami w pełni samowystarczalnymi. Są doskonałymi androgynami,
nie tylko hermafrodytami, gdyż, jak mówi Alicja Żebrowska, (...) jeżeli
urodzi się hermafrodyta, czyli pełnia cielesna i tak zawsze potrzebuje
drugiej osoby. Nie jest w gruncie rzeczy pełnią. Onone są Narcyzami,
różnicowaniem w samym sobie, które nie odsyła do żadnego Innego, do
żadnego Zewnątrz, od których byłby uzależniony akt samoidentyfikacji
. Onone jest samo ze sobą i samo siebie kontempluje, jak w Affirmatio.
Natomiast śmierć Onone (Autonekrofagos) to tylko kolejny etap przejścia,
podróż w przestrzeni kosmicznej do nowego Świata po świecie.
Melancholia, którą czasem wyczytać można na twarzach Onone, jest być
może wyrazem tęsknoty za rozdzieleniem. Podobne pragnienie widoczne
jest na twarzy transeksualistki Sary - bohaterki pracy A. Żebrowskiej
Kiedy Inny staje się Swoim (1999 - 2002). Urodziła się ona jako kobieta
w męskim ciele. Jej tożsamość była zawsze przepełniona bólem i pragnieniem
znalezienia się po tej innej, upragnionej stronie. Żebrowska ukazuje
Sarę w trakcie przemiany, kiedy nie jest ona już mężczyzną, lecz nie
jest też jeszcze kobietą. Jej bycie dokładnie pomiędzy symbolizuje
ośnieżony most, na którym Sara leży na jednym ze zdjęć tego cyklu. W
udzielonym Alicji Żebrowskiej wywiadzie Sara opowiada, jak trudno jest
być osobą o niedookreślonej tożsamości płciowej. Nasza binarna kultura
nie toleruje bowiem osób pomiędzy. Inna transseksualistka - Riki Anne
Wilchins - w swej książce Read My Lips pisze, że często spotyka się
ze stwierdzeniem, iż transeksualizm jest rodzajem wrodzonego defektu.
Odpowiada wówczas: Też tak uważam. Urodziłam się w nieodpowiedniej
kulturze. W innych kulturach spotykamy bowiem osoby o trzeciej płci,
pojawiały się one również w dziejach naszej cywilizacji Zachodnioeuropejskiej.
Czy naprawdę potrzebujemy prawdziwej płci? - można zatem zapytać za
Michelem Foucault.
A może nie jest nam potrzebna żadna płeć? Może wyzwoleniem byłby świat
bez płci, o którym pisze w Manifeście cyborgów Donna Haraway? Ta
wizja pojawia się w pracach Barbary Konopki, artystki, której bliskie
są idee cyberfeminizmu i transhumanizmu. W serii cyfrowych fotogramów
Iluminacje. On-line (1998) stworzyła ona Człowieka Binarnego, zbliżonego
do cyborga D. Haraway - hybrydy maszyny i organizmu. Człowiek Binarny
to istota o rodzaju neutralnym. Kryje w sobie nieantagonistyczny dualizm.
Jest nie tylko połączeniem dwóch płci w rodzaj nijaki - jest także jednością
natury i techniki, mięsa i bitów, biologii i transcendencji. Stanowi
doskonałe połączenie dwóch jakości.
Pierwszy fotogram z cyklu Iluminacje - pt. Greetings nawiązuje w swej
kompozycji do obrazu pary ludzkiej wysłanego z Ziemi w Kosmos. Miejsce
mężczyzny zajmuje tu Człowiek Binarny. Wywodzi się on od stojącej w
tle kobiety, jednak wyprzedza ją, jest już o krok dalej, jednocześnie
jest jej przewodnikiem. Na jego uniesionej w znaku pozdrowienia dłoni
widnieje cyfra zero, nawiązująca do arkanu Tarota o numerze 0 i 22.
Człowiek Binarny jest więc odpowiednikiem Głupca z Tarota - symbolu
czystej potencjalności, nieskończonych możliwości, istoty będącej w
drodze ku zupełnie nowym rozwiązaniom. Jest początkiem i końcem zarazem,
należy do rzadkiego gatunku istnień o nieprzeniknionych cechach i właściwościach.
Pochodzi od materii ożywionej i nieożywionej, o czym przypominają, znajdujące
się również w cyklu Iluminacje, fotogramy Structures, ze zdjęciami fragmentów
ciał, blizn, narośli, ale i rozmaitych kryształów węgla czy krzemu.
Człowiek Binarny Barbary Konopki zastępuje również człowieka witruwiańskiego
Leonarda - ideał europejskiego humanizmu. Człowiek Binarny rozsadza
model witruwiański , kryje w sobie bowiem nieskończony potencjał, obietnicę
uwolnienia się od naszych biologicznych uwarunkowań, całkowitą synergię
z technologią, wpływ człowieka na ewolucję oraz jego możliwość swobodnego
konstruowania i przekonstruowywania siebie .
Z kolei w cyklu Iluminacje II. Studnia (natury ludzkiej) (1999) Barbara
Konopka stworzyła jeszcze doskonalszą postać Człowieka Binarnego - niejako
skrzyżowanie cyborga i anioła. Te istoty są już bowiem wolne nie tylko
od swych ludzkich ograniczeń, są one również doskonałymi cyborgami,
wolnymi od ograniczeń techniki. Jak mówi sama artystka: Zbliżają się
również do wyobrażeń o przedstawicielach przyjaznych odległych cywilizacji.
Jeśli są cyborgami to należą do przyszłych generacji - nie dotyczy ich
już troska o degenerujące się implanty, chipy i inne "extensions"
wymagające konserwacji. Są androgynami przyszłości, dla których inny
to tylko ja, ja w roli innego, w podwójnej roli: nadawcy i odbiorcy
.
Na początku była płeć. Nic oprócz niej - wszystko w niej - pisał
w Totenmesse, niemieckiej wersji Requiem Aeternam Stanisław Przybyszewski.
Co będzie zatem na końcu - można zapytać patrząc na prace Kozyry, Żebrowskiej
i Konopki - świat doskonałej androgynii czy świat bez płci? Czy ucieczka
od rzeczywistości binarnych podziałów jest możliwa? Na pewno tęsknota
za Jednością tkwi gdzieś głęboko w nas i przejawia się na różne sposoby,
jak to widać choćby w pracach wspomnianych trzech artystek.
cytat ze strony internetowej B. Konopki na portalu
CSW, http://www.csw.art.pl/new/99/7_konop1.html
Michał Markowski, Efekt inskrypcji. Jacques Derrida, Bydgoszcz 1997,
s. 326, cytat za: Ł. Ronduda, tekst w katalogu Barbara Konopka. Fotogramy
cyfrowe 1998 - 2000, op. cit
Cytat za: G.Ritz, Młoda Polska a transgresja płciowa, (w:) tegoż, Nić
w labiryncie pożądania, Warszawa 2002, s.111
|