home > intrviews> Jacek Lichon

Jacek Lichon

Wywiad w czasopiśmie"ZERO"1998

 


Alicja Żebrowska to ekscentryczna performerka wymieniana wśród najciekawszych współczesnych polskich artystek. Brała udział m.in. w zbiorowej wystawie Kobieta o kobiecie w Bielsku-Białej, o której uczestniczkach konserwatywna radna tego miasta powiedziała, że swoimi pracami „obrażają człowieczeństwo”. Jej najbardziej znane prace to instalacja wideo Grzech pierworodny – Domniemany Projekt Rzeczywistości Wirtualnej, film wideo i fotografie z serii Tajemnica patrzy oraz Przypadki humanitarne. W sierpniu tego roku na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie przedstawiła jedną ze swoich ostatnich prac - transseksualny projekt video/fotograficzny - Onone - Świat Po Świecie". W swojej sztuce przełamuje stereotypowe wyobrażenia o seksualności kobiety i jako kobieta-artystka poszukuje własnej tożsamości kulturowej. W nowym Magazynie Sztuki ukaże się obszerny esej analizujący jej twórczość, napisany przez prof. Hartmuta
Böhme z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie.

Jacek Lichoń pyta – Alicja Żebrowska odpowiada.

OCZYSZCZAJĄCA MOC DOŚWIADCZANIA EKSTREMALNOŚCI

J.L: Jakie tendencje zauważasz w sztuce XX wieku?
A.Ż: W najnowszej sztuce charakterystyczne jest wyjście z przedmiotu, obiektu, materii i zwrócenie się ku człowiekowi, w bardzo szerokim znaczeniu. Nawet najnowsze działania internetowe, pozornie odczłowieczone, dotykają sfery bardzo istotnej dla człowieka - jego komunikatywności. Ujmują człowieka perspektywicznie kształtując, wizje nowych relacji międzyludzkich. Ważnym źródłem przemian w nowej sztuce było New Age, które opowiadało się za uświęceniem istoty ludzkiej, a nie boskiej. Znamienne jest też zainteresowanie przemocą i wszelkimi skrajnościami. Zmierza to wszystko w kierunku większego wyrafinowania, większej perwersji, większej perfidii. Przykładem tego są działania amerykańskiego artysty Alexisa Rockmana, który obdziera zwierzęta ze skóry i konstruuje z nich kompozycje, w różnych sztucznych środowiskach, specjalnie spreparowanych "akwariach". Artysta ten uważa, iż nośnik emocjonalny sztuki powinien być tak mocny by wręcz zabić odbiorcę.
J.L: Podobne rzeczy robili już jednak Akcjoniści Wiedeńscy w latach 60-tych. Herman Nitsch podczas znanej akcji "Jagnie" ukrzyżował obdarte ze skóry zwierze.
A.Ż: Tak, ale to nie była wyrafinowana perfidia. Różnica polega na tym, że przychodzisz do galerii i widzisz sztucznie wykreowaną, piękną biosferę. W pierwszej chwili prace Rockmana wydają się wręcz poetyckie i nastrojowe. Wyrafinowana perfidia polega na tym, że brutalnego działania nie widać bezpośrednio, jest zakamuflowane, na pozór niewinne i trudno przeciętnemu odbiorcy rozpoznać co się za tym kryje.
J.L: Czy wobec tego subtelność nie ma znaczenia w dzisiejszej sztuce?
A.Ż: Jak najbardziej ma i to tym większe im silniejsza jest brutalność. Oddziaływanie subtelności wzrasta w obliczu brutalności perfidii. Subtelność jest jednak o wiele trudniej pokazać.
J.L: Jak wyglądała Twoja pierwsza publiczna akcja?
A.Ż: Nazywała się Kamienienie – energetyczny obiekt w czasoprzestrzenii. Byłam zamknięta w specjalnie wykonanym kamiennym sarkofagu, który był nagrzany do temperatury ciała ludzkiego. Ludzie mnie nie widzieli i mogli mnie sobie tylko wyobrazić. Przebywałam wewnątrz około pół godziny, aż temperatura opadła poniżej ciepłoty ciała ludzkiego. Zamiar wykonania takiego działania wywołał u mnie bardzo silne przeżycia. W noc poprzedzającą całą akcję, obudziłam się nagle z potwornym, miażdżącym klatkę piersiową irracjonalnym strachem, który zawładnął mną całkowicie. Zamierzona akcja wydała mi się próbą psychicznej rywalizacji z Bogiem. Strach wywołało poczucie winy, że w założeniu akcji odrzucam boski pierwiastek natury, a jednocześnie poprzez ten eksperyment poszukuję magii. Ten stan się pogłębiał i gdy wchodziłam do sarkofagu byłam przekonana, że stanie się coś złego, że zostanę ukarana. Starałam się podchodzić do tego racjonalnie, ale echa demagogicznej katechizacji z okresu dzieciństwa były silniejsze. Jednak, gdy przykryto mnie ośmioczęściową, ważącą ponad tonę przykrywą, poczułam; nieziemski spokój. Wszystko nagle odeszło. jakiś czas potem wpadł mi w ręce tekst chińskiego filozofa z X w. ,który znakomicie wyjaśniał emocje, których doznałam: „Spójrz na rzeczy z punktu widzenia rzeczy, a zobaczysz ich prawdziwą naturę. Spójrz na rzeczy ze swego punktu , widzenia, a doznasz tylko własnych uczuć, ponieważ natura jest neutralna i jasna, uczucia zaś stronnicze i mroczne.”
J.L: Jakie znaczenie odgrywa w twoim życiu muzyka?
A.Ż: Bardzo ważne. Do świata muzyki wprowadził mnie Ojciec, który miał wspaniały tenor, słuchałam go od najmłodszych lat i to bardzo silnie na mnie oddziaływało. Kiedyś byłam wielbicielką muzyki klasycznej, potem jazzu. Dzisiaj słucham muzyki elektronicznej, najbliższe jest mi techno. Ostatnio słucham płyty Dead Cities produktu The Future Sound of London.
J.L: Dlaczego techno zostało zaakceptowane przez niektóre środowiska artystyczne?
A.Ż: Techno poszerzyło zakres odbioru trudnych zjawisk z obszaru sztuki, przybliżając je wielu ludziom. Jako muzyka elektroniczna jest w naturalny sposób bliskie kręgom artystycznym związanym ze współczesnymi elektronicznymi mediami - komputerami, video itp. Po prostu dobrze się rozumieją. Inną przyczyna ich kooperacji jest masowość, szczególnie typowa dla kultury techno i widoczna na spektakularnych imprezach typu „Love Parade” w Berlinie. Milion ludzi wprowadza się w trans. Sama doznawałam tego typu integracji. Jest to niezwykle
radosne, przyjemne odczucie. Doświadczam wtedy totalnej lekkości, którą można by nazwać rdzeniową, wewnętrzną wolnością.
J.L: Czy muzyka zainspirowała Cię kiedyś do działania o charakterze artystycznym?
A.Ż: Tak. Kiedyś w czasie kąpieli usłyszałam w radio utwór Lola zespołu Kinks. Dotarł do mnie w szczególny sposób, innymi drogami. Wydawał się być totalnie zintegrowany z wibracją, którą w tej kąpieli przechodziłam. W ten sposób przebój muzyki pop i zwykła kąpiel w soli Kinga stały się dziełem sztuki. Odtworzyłam to zdarzenie w instalacji wideo Lola - utwórze wzrokowo - dźwiękowo - zapachowym. To był bardziej ekshibicjonizm psychiczny niż fizyczny, mimo nagości cielesnej. Chciałam zamanifestować ważność pewnych stanów psycho-fizycznych, które objawiają nam się w bardzo prozaicznych momentach życia.
J.L: Jak powstała tak niejednoznaczna praca jak Przypadki Humanitarne, która składa się z serii zdjęć kalekiej dziewczyny ze zdrową, nagą modelką?

A.Ż: Uświadomiłam sobie jak okrutnie niesprawiedliwa jest natura. Jej okrucieństwo ludzie starają się ukrywać i ja to chciałam pokazać. Ukrywanie i maskowanie powoduje niewidzenie problemów tych ludzi, daje sposobność do ignorowania, odtrącania ich. Jeśli sytuacja jaką pokazuję na tyci zdjęciach wywołuje sprzeciw u odbiorcy to znaczy, że to właśnie on ma problemy. Środki do osiągnięcia celu jaki sobie postawiłam wydawały mi się brutalne. Obawiałam się, że mogę skrzywdzić tę kalekę. Okazało się jednak, że dałam jej jedną z najpiękniejszych chwil w życiu. Pozowanie do zdjęć dawało jej ogromną satysfakcję. Pomimo prawie całkowitego sparaliżowania pozowała twarzą i jej mimiką. Sprawiło jej to potężną radość, dlatego ta praca ma tak silne oddziaływanie. Początkowo myślałam podobnie jak większość ludzi, którzy potem oglądali te zdjęcia, że ta kaleka jest jednym wielkim nieszczęściem. Byłam w błędzie i to okazało się najmądrzejszym doświadczeniem jakie uzyskałam w trakcie tej sesji zdjęciowej. Zgloryfikowałam tę kalekę. Ona stała się dziełem sztuki. Alegorią okrucieństwa natury.
J.L: Jakie jest znaczenie nurtu feministycznego we współczesnej sztuce polskiej?
A.Ż: W Polsce nie było sztuki feministycznej. Były tylko anemiczne gesty. Poza tym w Polsce kobiety są totalnie ubezwłasnowolnione i ciągle odgrywają rolę jaką wyznaczyli im mężczyźni. U nas prześladowane są lesbijki. Ich każda próba oficjalnego zaistnienia, ujawnienia się, spotyka się ze znacznie bardziej skrajną dyskryminacją społeczną niż choćby w stosunku do homoseksualistów. Dla mnie przykładem typowego działania feministycznego jest Valie Export siedząca rozkraczona, z otworem wyciętym w miejscu rozporka i z karabinem maszynowym w ręku. Osobiście uważam, że większość z tych ostrych działań feministycznych nie miało charakteru artystycznego. Zresztą nawet najbardziej skrajne działania feministyczne wydają się płonne w obliczu potęgi skodyfikowanych mentalnych przyzwyczajeń. Czy kobietę, która włącza się w działania będące prawie wyłącznie domeną męską (sztuka, nauka, polityka) powinno się uważać za plagiatorkę męskich intencji? Czy wyznaczone przez mężczyzn reguły są rzeczywiście uniwersalne? Czy kobieta ma szansę na stworzenie własnego medium, które będzie miało moc powszechnego autorytetu?
Z całej mojej twórczości do prac feministycznych zaliczyłabym Grzech pierworodny - domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej, który był momentem przełomowym w mojej twórczości jeśli chodzi o konfrontacje z publicznością i środowiskiem artystycznym oraz film Tajemnica patrzy.
J.L: Jakie poziomy znaczeniowe możesz wyróżnić w pracy Grzech pierworodny - domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej ?
A.Ż: Pierwszy to sfera autorefleksji, kreowanie samoświadomości kobiecej. Drugim jest problem seksualności kobiecej w świadomości społecznej i to, jak ona rzutuje na normy kulturowe i wzorce postępowania wszystkich kobiet. Na trzecim, symbolicznym poziomie nadaję nowe znaczenie seksualności kobiecej. Jest ono odkażone z powszechnie występującego, chorego o niej wyobrażenia. Podrzędność, przyporządkowanie, uległość - być może natura narzuciła kobietom taką rolę, lecz najbardziej przyczynił się do tego mężczyzna, który taki model skodyfikował w religiach, prawach społecznych i kulturze. Głównym tematem filmu jest pochwa, która jako klasyczna forma kobieca jest najbardziej wyrazistym środkiem ekspresji. Była ona przyczyną największych egzorcyzmów, miejscem pokutnym, nieczystym, grzesznym. Chciałam tym filmem zamanifestować przekonanie, że narządy płciowe powinny być uważane za dokładnie taki sam element ciała jak oczy, uszy czy nos.
J.L: Czy nie Jest ona jednak miejscem nieodpornym na choroby ?
A.Ż: Jest wrażliwa jak każda śluzówka. O wiele częściej choruje się na zapalenie gardła niż na zapalenie pochwy. Choroby pochwy są tak wstydliwe, gdyż są związane z seksem.
J.L: Jakie jest znaczenie zabiegu borowinowego w Grzechu pierworodnym... ?
A.Ż: Borowina to biologicznie aktywny rodzaj torfu. Służy do leczenia wielu dolegliwości m.in. schorzeń kobiecych. A więc jest tu aspekt uzdrawiania, a z drugiej strony, mające wymiar symboliczny zbrukanie gnijącą ziemią.
J.L: Czy wykonując w tym filmie symulacje porodu lalki Barbie chciałaś zwrócić uwagę na szkodliwość tego typu lalek, które podświadomie narzucają idealne kanony piękna ?
A.Ż: To jest podstępna igraszka. Każdej dziewczynce podoba się taka laleczka, to jest dla niej baśń, tak jak dla wielu dorosłych serial "Dynastia". To jest takie kolejne samooszustwo ludzi, którzy są ułomni i mogą sobie tylko kupować iluzje. Gdy ta dziewczynka dorośnie, będzie obciążona kompleksami wynikającymi z różnic miedzy nią, a tą idealną pięknością. A przecież ludzi pięknych jest równie mało jak kalekich i upośledzonych - to przeciętni są dominującą większością. Dorośli powinni mieć tego świadomość i nie przekazywać dzieciom jednostronnego obrazu rzeczywistości.
J.L: Co skłoniło Cię do rozpoczęcia projektu, na który składa się seria zdjęć dzieci?
A.Ż: Niektórzy ludzie nie rozumieją, nie widzą prawa dzieci do autonomii. To jest przerażające. Dzieci interesują mnie ponieważ ludzie potwornie nimi manipulują, traktują je jak swoje zabawki, stworzenia do tresury. Brutalność dorosłych w stosunku do dzieci wyrażająca się np. w maltretowaniu psychicznym jest bardzo powszechna i zarazem niezwykle zakamuflowana, dlatego tak trudno ją pokazać. Może objawić się w jednym geście, w ułamku sekundy i tego nie da się już potem naprawić. Wszystkie patologie społeczne mają tutaj swój początek.
J.L: Co tobie udało pokazać się na zdjęciach w tej sytuacji ?
A.Ż: To jest bardzo trudne do zarejestrowania, bo nie można sobie zamówić brutalnej sceny z dzieckiem, a aranżacja czegoś takiego trąci trywialnością. Zdjęcia, które dotychczas zrobiłam oddają pewien aspekt egzystencjalny. Mały chłopiec w sielankowej scenerii ukwieconej łąki trzyma w zębach długi kawał krwistego mięsa, na drugim zdjęciu trzyletnia naga dziewczynka z umalowanymi ustami głaszcze białego królika. Chciałam pokazać ukrytą perwersję i pruderię ludzkiej egzystencji. Piękno i niewinność stapia się z okrucieństwem i wstrętem. W pracy "Sexfantilis" z projektu "Onone - świat po świecie" pokazuję dziecko (właściwie istotę fikcyjną) z fetyszem erotycznym. Nie chodzi mi o to, że na tym dziecku można dokonywać brutalnych eksperymentów seksualnych, lecz o osobiste prawo dziecka do świadomości seksualnej. Dzieci boją się nawet myśleć o sprawach związanych z seksem, a jak to robią to mają poczucie winy. A przecież u wszystkich dzieci seksualne doznania są najwcześniejszymi przeżyciami zmysłowymi odbieranymi poprzez dotyk już w okresie płodowym.
J.L: Jak oceniasz koncepcje nauczania dzieci religii w przedszkolu od 3-ego roku życia ?
A.Ż: Byłaby to zbrodnia. Zbrodnia na dziecięcej psychice. Wywołało by to ubezwłasnowolnienie psychiczne dzieci. Do piątego roku życia kształtują się trwałe podstawy naszego charakteru, rdzeń emocjonalny i psychiczny. Utrwalone we wczesnym okresie przeżycia i indoktrynacje wpływają na całe nasze życie. Wpajając dzieciom religię bardzo wcześnie czynimy im największą szkodę. Wychowanie dziecka zawsze jest indoktrynacją, lecz powinno polegać na umiejętnym jej ograniczaniu.
J.L: Jaka jest symboliczna wymowa sztucznego oka umieszczonego w pochwie w filmie Tajemnica patrzy?
A.Ż: Czyż nie jest znamienne, że atrybutem Boga w wielu mitologiach jest wszechwidzące oko? Oko miało symbolizować nieustającą boską kontrolę nad nami. Tak więc, z jednej strony dokonuję demistyfikacji znaczenia pewnych symboli religijnych, a z drugiej prowadzę z nimi przewrotną grę. To grzeszne miejsce, napiętnowane, tajemne, otrzymuje dar widzenia, może kontrolować i oceniać. Dokonałam przewartościowania i odwróciłam role. Wszelkie mity, w tym i mit grzechu pierworodnego, były dla ludzi niczym rzeczywistości wirtualne, projekcjami wyobraźni, w które zaciekle wierzyli i do dziś wierzą. W różnych kręgach cywilizacyjnych podobne mity drążyły ludzkie mózgi stając się elementem ich rzeczywistości.
J.L: Czy gdyby przestało istnieć tabu dotyczące sfery seksu, to czy nie straciłby on dotychczasowego znaczenia i charakteru?
A.Ż: Niektórzy myślą, że gdyby wszyscy chodzili nago, to przestalibyśmy być dla siebie podniecający, atrakcyjni. Tabu istnieje ponieważ jesteśmy ułomni i w pewnym okresie spełniało ono rolę stymulatora napięć emocjonalnych w grupie społecznej. Panuje przekonanie, że swoboda obyczajowa (moda, jawna informacja seksualna, odkrywanie ciała itp.) doprowadziła do wielu nieszczęść w wysoko rozwiniętym społeczeństwie (zabójstwa na tle seksualnym, narkotyki, AIDS). Problem jest o wiele bardziej skomplikowany. Skłaniam się ku przekonaniu, że przyczyna tego leży m.in. w sprzeczności i braku przystosowania dogmatycznych systemów religijnych (których autorytet ma decydujące znaczenie dla ludzi) do potrzeb zgodnych z naturą człowieka i jego chęcią realizacji we współczesnym świecie. Charakterystycznym symptomem tego niedopasowania jest widoczna na całym świecie eksplozja sekt religijnych. Tabu, które sprawdzało się w kilkutysięcznych społecznościach - jest rozsadzane w miliardowych. Ludzie wolą jednak nadal grać i pozować wobec siebie, ukrywać własne ułomności i podtrzymywać fikcje oraz własne iluzje. Jeżeli przekracza się tabu to się ich rani. Naga prawda budzi w ludziach odrazę i nikt jej nie chce znać.
J.L: Co musiało by się wydarzyć żeby ta sytuacja uległa zmianie i nastąpiły przemiany?
A.Ż: Jeżeli całkowicie obnażymy swoją seksualność i uświadomimy sobie całą ohydę i całe piękno seksualności, wtedy sami wewnątrz siebie znajdziemy hamulce. Każdy mógłby je sobie wytworzyć indywidualnie i to byłoby zdrowe. Powinna dokonać się transformacja norm obowiązujących w społeczeństwie. Gdyby taki przełom świadomościowy był bardziej powszechny to nastąpiło by podwyższenie kultury społecznej. Człowiek bardziej by wysubtelniał. Powinniśmy wytworzyć w sobie wyrafinowaną świadomość seksualną i zmierzać w kierunku pełnej autonomii.
J.L: Czy dokonując aktu masturbacji w filmie z projektu Grzech pierworodny - domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej dajesz wyraz przekonaniu, że w tej czynności nie ma nic nagannego, a dotyczące tego
tabu należy już do przeszłości? Immanuel Kant uważał masturbację, za rzecz bardziej nieobyczajną i oburzającą niż samobójstwo.
A.Ż: Na masturbację nałożone jest podwójne tabu. Pierwsze jest religijne, moralne. Drugie i decydujące, to obawa przed narażeniem się na ośmieszenie. Ja od 5-ego roku życia to robię i uważam, że postępuję słusznie ponieważ przyjemność jest zgodna z naturą, wzmacnia siły witalne człowieka. Nie wyobrażam sobie, żeby dzisiaj ktoś mógł czuć się winny, że się masturbuje.
J.L: Jak oceniasz oddziaływanie swojej sztuki i jej wpływ na ludzi?
A.Ż : Ma dużą siłę rażenia. Jest tym większa im słabszy i nieprzygotowany jest obiekt przez nią rażony. Grzech pierworodny - domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej najbardziej działał gdy pokazywałam go w pubach ludziom, którzy nie chodzą do galerii. Nie sposób pozostać wobec moich filmów obojętnym, zawsze wywołują emocje, negatywne czy pozytywne. Wielu ludziom uświadamiają problemy, o których się nie mówi.
J.L: Jaka jest geneza twojego projektu transseksualnego "Onone - świat po świecie" ?
A.Ż: Miałam bardzo silny wizualnie sen, który stał się punktem wyjścia przy realizacji tej pracy. Jechałam w nim jakimś dziwnym urządzeniem pod intensywnie zieloną górę. Droga była tęczowa, dookoła zielone pagórki, błękitne niebo i odczuwałam niezwykłą świeżość powietrza. Zmęczona usłyszałam szum potoku i położyłam się przy nim na łące. Leżałam i patrzyłam na wodę spływającą po dziwnych roślinach oraz zielone kule, z których wychodziły od dołu liany i snuły się po trawie schodząc do jakiegoś agregatu. Zintegrowałam się z tymi roślinami. Nie czułam się ani kobietą, ani mężczyzną tylko jakąś ponad płciową istotą. Tak powstała "Onone". Jest dwupłciowa i posiada silnie odczuwalną seksualność. Przejaskrawiłam elementy genitali, by podkreślić jej biologiczne człowieczeństwo. Cały projekt składa się z wielu motywów. Jego istotą jest poszukiwanie nowego wymiaru ludzkiej tożsamości, a w szczególności kulturowej tożsamości kobiety. Wychodząc od tej idee-fixe, pokazałam utopijny świat, w którym nowa istota poprzez harmonię płciową i intelektualną znajduje się w pełnej symbiozie z naturą.
J.L: Czy miewasz perwersyjne sny erotyczne ?
A.Ż: Tak, szczególnie jeden, który zapamiętałam był subtelnie perwersyjny i komiczny zarazem. Przyśnił mi się aktor Franciszek Pieczka. Idę w tym śnie przez jakąś bagnistą wieś, widzę wiatraki i chałupy, l wiem, że jestem taka strasznie nieszczęśliwa, l stoi tam Franciszek Pieczka, potężny jak jakiś posąg i bierze mnie na ręce. Czułam się w nich jak w kołysce, wygodnie i tak cudownie, a on mnie mocno trzymał i kręcił się wkoło jak karuzela. Zaczęłam kręcić się i wirować coraz szybciej i szybciej, aż dostałam niesamowitego orgazmu i obudziłam się. Czy zakręcony Franciszek Pieczka to nie perwersja?
J.L: Czy są takie granice, których nigdy nie przekroczysz w swoich działaniach?
A.Ż: Bardzo trudno je określić. Przykładowo miałam zamiar poddania się eksperymentowi biologicznemu i zrobieniu z siebie hermafrodyty. Chciałam wszczepić sobie członka, ale tak aby był funkcjonalny. Chodziło mi o to by móc przeżywać poza kobiecym orgazmem również męski.
J.L: Czy są takie działania, np. zoofilia, których byś nie wykonała nawet eksperymentalnie?
A.Ż: Miałam fantazje spółkowania z psem. Nie jest to dla mnie przerażające, obawiałabym się tylko zdrowotnie. W sensie estetycznym nie miałabym oporu. Mogłabym założyć mu prezerwatywę.
J.L: Co decyduje o tym, że pornografia może być sztuką?
A.Ż: Decydujący jest kontekst w jakim umieszcza się sceny z seksem. Następnie ważna jest forma i w końcu odbiór widza. Każdą rzecz można uświęcić i każdą zwulgaryzować. Często moje prace były odbierane wulgarnie i dlatego brano je za pornografię. Nawet „hard” porno może być sztuką czego dowodem są działania Jeffa Koonsa z Ciccioliną.
J.L: Na czym polega twoja koncepcja ekshibicjonizmu psychicznego?
A.Ż: Dokonując takich aktów chcę się przekonać czy człowiek może być nieustająco tworzącym się twórczym tworem. Ludzie ukrywają swoje wady, nie mówią wszystkiego szczerze, budują wokół siebie tajemniczość, bo obawiają się, że gdy ujawnią swoje sekrety, odsłonią się, to przestaną być atrakcyjni, będą słabsi. Innym powodem jest lenistwo i brak energii. Trzeba wiele wysiłku by konstruować się od nowa, od zera. Trudno pozbyć się balastu przeszłości, przyznać do wad, win i tworzyć wciąż nowe oblicza samego siebie. Ludzie nie chcą się wzajemnie dogłębnie inwigilować i bardzo się tego boją.
J.L: Czy zetknęłaś się z działaniem artystycznym, które wywołało u Ciebie obrzydzenie?
A.Ż: Nic z tego co widziałam bezpośrednio, ale kiedyś zetknęłam się z dokumentacją działań angielskiego artysty, który tydzień lub dłużej przebywał w wannie z wodą. Jadł w niej, wydalał i przebywał w tych ekskrementach. Wtedy, w pierwszej chwili to wydawało mi się obrzydliwe. Dzisiaj sama bym to zrobiła.
J.L: Niektórzy bogobojni ludzie uważają, że używanie odchodów jest wyrazem stosowania praktyk satanistycznych i czarnej magii. Przypomina to strach i przerażenie przy zetknięciu się z krwią menstrualną w społecznościach pierwotnych, które czuły do niej chorobliwy wstręt i uważały ją za dowód przekleństwa ciążącego na kobietach. Czyż kał nie jest jednak w rzeczywistości zupełnie nieszkodliwy i niedoceniany?
A.Ż: Oczywiście, dawniej leczono ekskrementami i dzisiaj się do tego powraca. Zrobiłam serie fotografii z wydalaniem kału, moczu i miesiączki. Nazwałam ją Załatwianie z matką, aniołami i demonem. Konfrontuję w ten sposób naszą fizjologię z trzema aspektami egzystencji - racjonalnym, boskim i demonicznym. Jeśli te wydzieliny są tak organicznie ludzkie, a człowiek dotyka tych wszystkich sfer, to i one mogą ich dotykać. Gówno może być w każdej z tych dziedzin. Jest czymś normalnym, ludzkim. Wielu artystów go używało. Malowali nim, konsumowali je, wykładali gównem ścieżkę do ołtarza itp.
J.L: Jaki jest twój stosunek do nekrofilii?
A.Ż: W żadnym przypadku mnie nie podnieca. Czułam wstręt robiąc wiele obrzydliwych rzeczy. Odczuwam skrajny wstręt do fizjologii, ale jeśli takie rzeczy robię, to dlatego, że pragnę doświadczyć esencji życia i jeśli uznam to za słuszne to dokonam działań z trupem.
J.L: Czy zgodzisz się ze mną, że ekstremalne przeżycia wyostrzają wrażliwość człowieka ?
A.Ż: Tak. To miałam na myśli mówiąc o potrzebie akceptowania i przeżywania skrajnych stanów i sytuacji. Każde graniczne doświadczenie uwrażliwia człowieka. Władcy Majów poddawali się rytualnemu puszczaniu krwi i składali krwawe ofiary. Miało to nie tylko aspekt kultu religijnego, lecz było też sprawdzianem ich uczciwości oraz fizycznej i psychicznej wytrzymałości. To ich uszlachetniało i wyróżniało. Doświadczanie ekstremalnych stanów pozwala człowiekowi dostrzegać niezwykle subtelne aspekty rzeczywistości.


Wywiad został zrealizowany we wrześniu 1997r. metodą interaktywnego preparu.