|
Alicja Żebrowska to ekscentryczna performerka wymieniana wśród najciekawszych
współczesnych polskich artystek. Brała udział m.in. w zbiorowej wystawie
Kobieta o kobiecie w Bielsku-Białej, o której uczestniczkach konserwatywna
radna tego miasta powiedziała, że swoimi pracami obrażają człowieczeństwo.
Jej najbardziej znane prace to instalacja wideo Grzech pierworodny
Domniemany Projekt Rzeczywistości Wirtualnej, film wideo i fotografie
z serii Tajemnica patrzy oraz Przypadki humanitarne. W sierpniu tego
roku na wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie przedstawiła
jedną ze swoich ostatnich prac - transseksualny projekt video/fotograficzny
- Onone - Świat Po Świecie". W swojej sztuce przełamuje stereotypowe
wyobrażenia o seksualności kobiety i jako kobieta-artystka poszukuje
własnej tożsamości kulturowej. W nowym Magazynie Sztuki ukaże się obszerny
esej analizujący jej twórczość, napisany przez prof. Hartmuta
Böhme z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie.
Jacek Lichoń pyta Alicja Żebrowska odpowiada.
OCZYSZCZAJĄCA MOC DOŚWIADCZANIA EKSTREMALNOŚCI
J.L: Jakie tendencje zauważasz w sztuce XX wieku?
A.Ż: W najnowszej sztuce charakterystyczne jest wyjście z przedmiotu,
obiektu, materii i zwrócenie się ku człowiekowi, w bardzo szerokim znaczeniu.
Nawet najnowsze działania internetowe, pozornie odczłowieczone, dotykają
sfery bardzo istotnej dla człowieka - jego komunikatywności. Ujmują
człowieka perspektywicznie kształtując, wizje nowych relacji międzyludzkich.
Ważnym źródłem przemian w nowej sztuce było New Age, które opowiadało
się za uświęceniem istoty ludzkiej, a nie boskiej. Znamienne jest też
zainteresowanie przemocą i wszelkimi skrajnościami. Zmierza to wszystko
w kierunku większego wyrafinowania, większej perwersji, większej perfidii.
Przykładem tego są działania amerykańskiego artysty Alexisa Rockmana,
który obdziera zwierzęta ze skóry i konstruuje z nich kompozycje, w
różnych sztucznych środowiskach, specjalnie spreparowanych "akwariach".
Artysta ten uważa, iż nośnik emocjonalny sztuki powinien być tak mocny
by wręcz zabić odbiorcę.
J.L: Podobne rzeczy robili już jednak Akcjoniści Wiedeńscy w latach
60-tych. Herman Nitsch podczas znanej akcji "Jagnie" ukrzyżował
obdarte ze skóry zwierze.
A.Ż: Tak, ale to nie była wyrafinowana perfidia. Różnica polega na tym,
że przychodzisz do galerii i widzisz sztucznie wykreowaną, piękną biosferę.
W pierwszej chwili prace Rockmana wydają się wręcz poetyckie i nastrojowe.
Wyrafinowana perfidia polega na tym, że brutalnego działania nie widać
bezpośrednio, jest zakamuflowane, na pozór niewinne i trudno przeciętnemu
odbiorcy rozpoznać co się za tym kryje.
J.L: Czy wobec tego subtelność nie ma znaczenia w dzisiejszej sztuce?
A.Ż: Jak najbardziej ma i to tym większe im silniejsza jest brutalność.
Oddziaływanie subtelności wzrasta w obliczu brutalności perfidii. Subtelność
jest jednak o wiele trudniej pokazać.
J.L: Jak wyglądała Twoja pierwsza publiczna akcja?
A.Ż: Nazywała się Kamienienie energetyczny obiekt w czasoprzestrzenii.
Byłam zamknięta w specjalnie wykonanym kamiennym sarkofagu, który był
nagrzany do temperatury ciała ludzkiego. Ludzie mnie nie widzieli i
mogli mnie sobie tylko wyobrazić. Przebywałam wewnątrz około pół godziny,
aż temperatura opadła poniżej ciepłoty ciała ludzkiego. Zamiar wykonania
takiego działania wywołał u mnie bardzo silne przeżycia. W noc poprzedzającą
całą akcję, obudziłam się nagle z potwornym, miażdżącym klatkę piersiową
irracjonalnym strachem, który zawładnął mną całkowicie. Zamierzona akcja
wydała mi się próbą psychicznej rywalizacji z Bogiem. Strach wywołało
poczucie winy, że w założeniu akcji odrzucam boski pierwiastek natury,
a jednocześnie poprzez ten eksperyment poszukuję magii. Ten stan się
pogłębiał i gdy wchodziłam do sarkofagu byłam przekonana, że stanie
się coś złego, że zostanę ukarana. Starałam się podchodzić do tego racjonalnie,
ale echa demagogicznej katechizacji z okresu dzieciństwa były silniejsze.
Jednak, gdy przykryto mnie ośmioczęściową, ważącą ponad tonę przykrywą,
poczułam; nieziemski spokój. Wszystko nagle odeszło. jakiś czas potem
wpadł mi w ręce tekst chińskiego filozofa z X w. ,który znakomicie wyjaśniał
emocje, których doznałam: Spójrz na rzeczy z punktu widzenia rzeczy,
a zobaczysz ich prawdziwą naturę. Spójrz na rzeczy ze swego punktu ,
widzenia, a doznasz tylko własnych uczuć, ponieważ natura jest neutralna
i jasna, uczucia zaś stronnicze i mroczne.
J.L: Jakie znaczenie odgrywa w twoim życiu muzyka?
A.Ż: Bardzo ważne. Do świata muzyki wprowadził mnie Ojciec, który miał
wspaniały tenor, słuchałam go od najmłodszych lat i to bardzo silnie
na mnie oddziaływało. Kiedyś byłam wielbicielką muzyki klasycznej, potem
jazzu. Dzisiaj słucham muzyki elektronicznej, najbliższe jest mi techno.
Ostatnio słucham płyty Dead Cities produktu The Future Sound of London.
J.L: Dlaczego techno zostało zaakceptowane przez niektóre środowiska
artystyczne?
A.Ż: Techno poszerzyło zakres odbioru trudnych zjawisk z obszaru sztuki,
przybliżając je wielu ludziom. Jako muzyka elektroniczna jest w naturalny
sposób bliskie kręgom artystycznym związanym ze współczesnymi elektronicznymi
mediami - komputerami, video itp. Po prostu dobrze się rozumieją. Inną
przyczyna ich kooperacji jest masowość, szczególnie typowa dla kultury
techno i widoczna na spektakularnych imprezach typu Love Parade w
Berlinie. Milion ludzi wprowadza się w trans. Sama doznawałam tego typu
integracji. Jest to niezwykle
radosne, przyjemne odczucie. Doświadczam wtedy totalnej lekkości, którą
można by nazwać rdzeniową, wewnętrzną wolnością.
J.L: Czy muzyka zainspirowała Cię kiedyś do działania o charakterze
artystycznym?
A.Ż: Tak. Kiedyś w czasie kąpieli usłyszałam w radio utwór Lola zespołu
Kinks. Dotarł do mnie w szczególny sposób, innymi drogami. Wydawał się
być totalnie zintegrowany z wibracją, którą w tej kąpieli przechodziłam.
W ten sposób przebój muzyki pop i zwykła kąpiel w soli Kinga stały się
dziełem sztuki. Odtworzyłam to zdarzenie w instalacji wideo Lola - utwórze
wzrokowo - dźwiękowo - zapachowym. To był bardziej ekshibicjonizm psychiczny
niż fizyczny, mimo nagości cielesnej. Chciałam zamanifestować ważność
pewnych stanów psycho-fizycznych, które objawiają nam się w bardzo prozaicznych
momentach życia.
J.L: Jak powstała tak niejednoznaczna praca jak Przypadki Humanitarne,
która składa się z serii zdjęć kalekiej dziewczyny ze zdrową, nagą modelką?
A.Ż: Uświadomiłam sobie jak okrutnie niesprawiedliwa jest natura. Jej
okrucieństwo ludzie starają się ukrywać i ja to chciałam pokazać. Ukrywanie
i maskowanie powoduje niewidzenie problemów tych ludzi, daje sposobność
do ignorowania, odtrącania ich. Jeśli sytuacja jaką pokazuję na tyci
zdjęciach wywołuje sprzeciw u odbiorcy to znaczy, że to właśnie on ma
problemy. Środki do osiągnięcia celu jaki sobie postawiłam wydawały
mi się brutalne. Obawiałam się, że mogę skrzywdzić tę kalekę. Okazało
się jednak, że dałam jej jedną z najpiękniejszych chwil w życiu. Pozowanie
do zdjęć dawało jej ogromną satysfakcję. Pomimo prawie całkowitego sparaliżowania
pozowała twarzą i jej mimiką. Sprawiło jej to potężną radość, dlatego
ta praca ma tak silne oddziaływanie. Początkowo myślałam podobnie jak
większość ludzi, którzy potem oglądali te zdjęcia, że ta kaleka jest
jednym wielkim nieszczęściem. Byłam w błędzie i to okazało się najmądrzejszym
doświadczeniem jakie uzyskałam w trakcie tej sesji zdjęciowej. Zgloryfikowałam
tę kalekę. Ona stała się dziełem sztuki. Alegorią okrucieństwa natury.
J.L: Jakie jest znaczenie nurtu feministycznego we współczesnej sztuce
polskiej?
A.Ż: W Polsce nie było sztuki feministycznej. Były tylko anemiczne gesty.
Poza tym w Polsce kobiety są totalnie ubezwłasnowolnione i ciągle odgrywają
rolę jaką wyznaczyli im mężczyźni. U nas prześladowane są lesbijki.
Ich każda próba oficjalnego zaistnienia, ujawnienia się, spotyka się
ze znacznie bardziej skrajną dyskryminacją społeczną niż choćby w stosunku
do homoseksualistów. Dla mnie przykładem typowego działania feministycznego
jest Valie Export siedząca rozkraczona, z otworem wyciętym w miejscu
rozporka i z karabinem maszynowym w ręku. Osobiście uważam, że większość
z tych ostrych działań feministycznych nie miało charakteru artystycznego.
Zresztą nawet najbardziej skrajne działania feministyczne wydają się
płonne w obliczu potęgi skodyfikowanych mentalnych przyzwyczajeń. Czy
kobietę, która włącza się w działania będące prawie wyłącznie domeną
męską (sztuka, nauka, polityka) powinno się uważać za plagiatorkę męskich
intencji? Czy wyznaczone przez mężczyzn reguły są rzeczywiście uniwersalne?
Czy kobieta ma szansę na stworzenie własnego medium, które będzie miało
moc powszechnego autorytetu?
Z całej mojej twórczości do prac feministycznych zaliczyłabym Grzech
pierworodny - domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej, który był
momentem przełomowym w mojej twórczości jeśli chodzi o konfrontacje
z publicznością i środowiskiem artystycznym oraz film Tajemnica patrzy.
J.L: Jakie poziomy znaczeniowe możesz wyróżnić w pracy Grzech pierworodny
- domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej ?
A.Ż: Pierwszy to sfera autorefleksji, kreowanie samoświadomości kobiecej.
Drugim jest problem seksualności kobiecej w świadomości społecznej i
to, jak ona rzutuje na normy kulturowe i wzorce postępowania wszystkich
kobiet. Na trzecim, symbolicznym poziomie nadaję nowe znaczenie seksualności
kobiecej. Jest ono odkażone z powszechnie występującego, chorego o niej
wyobrażenia. Podrzędność, przyporządkowanie, uległość - być może natura
narzuciła kobietom taką rolę, lecz najbardziej przyczynił się do tego
mężczyzna, który taki model skodyfikował w religiach, prawach społecznych
i kulturze. Głównym tematem filmu jest pochwa, która jako klasyczna
forma kobieca jest najbardziej wyrazistym środkiem ekspresji. Była ona
przyczyną największych egzorcyzmów, miejscem pokutnym, nieczystym, grzesznym.
Chciałam tym filmem zamanifestować przekonanie, że narządy płciowe powinny
być uważane za dokładnie taki sam element ciała jak oczy, uszy czy nos.
J.L: Czy nie Jest ona jednak miejscem nieodpornym na choroby ?
A.Ż: Jest wrażliwa jak każda śluzówka. O wiele częściej choruje się
na zapalenie gardła niż na zapalenie pochwy. Choroby pochwy są tak wstydliwe,
gdyż są związane z seksem.
J.L: Jakie jest znaczenie zabiegu borowinowego w Grzechu pierworodnym...
?
A.Ż: Borowina to biologicznie aktywny rodzaj torfu. Służy do leczenia
wielu dolegliwości m.in. schorzeń kobiecych. A więc jest tu aspekt uzdrawiania,
a z drugiej strony, mające wymiar symboliczny zbrukanie gnijącą ziemią.
J.L: Czy wykonując w tym filmie symulacje porodu lalki Barbie chciałaś
zwrócić uwagę na szkodliwość tego typu lalek, które podświadomie narzucają
idealne kanony piękna ?
A.Ż: To jest podstępna igraszka. Każdej dziewczynce podoba się taka
laleczka, to jest dla niej baśń, tak jak dla wielu dorosłych serial
"Dynastia". To jest takie kolejne samooszustwo ludzi, którzy
są ułomni i mogą sobie tylko kupować iluzje. Gdy ta dziewczynka dorośnie,
będzie obciążona kompleksami wynikającymi z różnic miedzy nią, a tą
idealną pięknością. A przecież ludzi pięknych jest równie mało jak kalekich
i upośledzonych - to przeciętni są dominującą większością. Dorośli powinni
mieć tego świadomość i nie przekazywać dzieciom jednostronnego obrazu
rzeczywistości.
J.L: Co skłoniło Cię do rozpoczęcia projektu, na który składa się seria
zdjęć dzieci?
A.Ż: Niektórzy ludzie nie rozumieją, nie widzą prawa dzieci do autonomii.
To jest przerażające. Dzieci interesują mnie ponieważ ludzie potwornie
nimi manipulują, traktują je jak swoje zabawki, stworzenia do tresury.
Brutalność dorosłych w stosunku do dzieci wyrażająca się np. w maltretowaniu
psychicznym jest bardzo powszechna i zarazem niezwykle zakamuflowana,
dlatego tak trudno ją pokazać. Może objawić się w jednym geście, w ułamku
sekundy i tego nie da się już potem naprawić. Wszystkie patologie społeczne
mają tutaj swój początek.
J.L: Co tobie udało pokazać się na zdjęciach w tej sytuacji ?
A.Ż: To jest bardzo trudne do zarejestrowania, bo nie można sobie zamówić
brutalnej sceny z dzieckiem, a aranżacja czegoś takiego trąci trywialnością.
Zdjęcia, które dotychczas zrobiłam oddają pewien aspekt egzystencjalny.
Mały chłopiec w sielankowej scenerii ukwieconej łąki trzyma w zębach
długi kawał krwistego mięsa, na drugim zdjęciu trzyletnia naga dziewczynka
z umalowanymi ustami głaszcze białego królika. Chciałam pokazać ukrytą
perwersję i pruderię ludzkiej egzystencji. Piękno i niewinność stapia
się z okrucieństwem i wstrętem. W pracy "Sexfantilis" z projektu
"Onone - świat po świecie" pokazuję dziecko (właściwie istotę
fikcyjną) z fetyszem erotycznym. Nie chodzi mi o to, że na tym dziecku
można dokonywać brutalnych eksperymentów seksualnych, lecz o osobiste
prawo dziecka do świadomości seksualnej. Dzieci boją się nawet myśleć
o sprawach związanych z seksem, a jak to robią to mają poczucie winy.
A przecież u wszystkich dzieci seksualne doznania są najwcześniejszymi
przeżyciami zmysłowymi odbieranymi poprzez dotyk już w okresie płodowym.
J.L: Jak oceniasz koncepcje nauczania dzieci religii w przedszkolu od
3-ego roku życia ?
A.Ż: Byłaby to zbrodnia. Zbrodnia na dziecięcej psychice. Wywołało by
to ubezwłasnowolnienie psychiczne dzieci. Do piątego roku życia kształtują
się trwałe podstawy naszego charakteru, rdzeń emocjonalny i psychiczny.
Utrwalone we wczesnym okresie przeżycia i indoktrynacje wpływają na
całe nasze życie. Wpajając dzieciom religię bardzo wcześnie czynimy
im największą szkodę. Wychowanie dziecka zawsze jest indoktrynacją,
lecz powinno polegać na umiejętnym jej ograniczaniu.
J.L: Jaka jest symboliczna wymowa sztucznego oka umieszczonego w pochwie
w filmie Tajemnica patrzy?
A.Ż: Czyż nie jest znamienne, że atrybutem Boga w wielu mitologiach
jest wszechwidzące oko? Oko miało symbolizować nieustającą boską kontrolę
nad nami. Tak więc, z jednej strony dokonuję demistyfikacji znaczenia
pewnych symboli religijnych, a z drugiej prowadzę z nimi przewrotną
grę. To grzeszne miejsce, napiętnowane, tajemne, otrzymuje dar widzenia,
może kontrolować i oceniać. Dokonałam przewartościowania i odwróciłam
role. Wszelkie mity, w tym i mit grzechu pierworodnego, były dla ludzi
niczym rzeczywistości wirtualne, projekcjami wyobraźni, w które zaciekle
wierzyli i do dziś wierzą. W różnych kręgach cywilizacyjnych podobne
mity drążyły ludzkie mózgi stając się elementem ich rzeczywistości.
J.L: Czy gdyby przestało istnieć tabu dotyczące sfery seksu, to czy
nie straciłby on dotychczasowego znaczenia i charakteru?
A.Ż: Niektórzy myślą, że gdyby wszyscy chodzili nago, to przestalibyśmy
być dla siebie podniecający, atrakcyjni. Tabu istnieje ponieważ jesteśmy
ułomni i w pewnym okresie spełniało ono rolę stymulatora napięć emocjonalnych
w grupie społecznej. Panuje przekonanie, że swoboda obyczajowa (moda,
jawna informacja seksualna, odkrywanie ciała itp.) doprowadziła do wielu
nieszczęść w wysoko rozwiniętym społeczeństwie (zabójstwa na tle seksualnym,
narkotyki, AIDS). Problem jest o wiele bardziej skomplikowany. Skłaniam
się ku przekonaniu, że przyczyna tego leży m.in. w sprzeczności i braku
przystosowania dogmatycznych systemów religijnych (których autorytet
ma decydujące znaczenie dla ludzi) do potrzeb zgodnych z naturą człowieka
i jego chęcią realizacji we współczesnym świecie. Charakterystycznym
symptomem tego niedopasowania jest widoczna na całym świecie eksplozja
sekt religijnych. Tabu, które sprawdzało się w kilkutysięcznych społecznościach
- jest rozsadzane w miliardowych. Ludzie wolą jednak nadal grać i pozować
wobec siebie, ukrywać własne ułomności i podtrzymywać fikcje oraz własne
iluzje. Jeżeli przekracza się tabu to się ich rani. Naga prawda budzi
w ludziach odrazę i nikt jej nie chce znać.
J.L: Co musiało by się wydarzyć żeby ta sytuacja uległa zmianie i nastąpiły
przemiany?
A.Ż: Jeżeli całkowicie obnażymy swoją seksualność i uświadomimy sobie
całą ohydę i całe piękno seksualności, wtedy sami wewnątrz siebie znajdziemy
hamulce. Każdy mógłby je sobie wytworzyć indywidualnie i to byłoby zdrowe.
Powinna dokonać się transformacja norm obowiązujących w społeczeństwie.
Gdyby taki przełom świadomościowy był bardziej powszechny to nastąpiło
by podwyższenie kultury społecznej. Człowiek bardziej by wysubtelniał.
Powinniśmy wytworzyć w sobie wyrafinowaną świadomość seksualną i zmierzać
w kierunku pełnej autonomii.
J.L: Czy dokonując aktu masturbacji w filmie z projektu Grzech pierworodny
- domniemany projekt rzeczywistości wirtualnej dajesz wyraz przekonaniu,
że w tej czynności nie ma nic nagannego, a dotyczące tego
tabu należy już do przeszłości? Immanuel Kant uważał masturbację, za
rzecz bardziej nieobyczajną i oburzającą niż samobójstwo.
A.Ż: Na masturbację nałożone jest podwójne tabu. Pierwsze jest religijne,
moralne. Drugie i decydujące, to obawa przed narażeniem się na ośmieszenie.
Ja od 5-ego roku życia to robię i uważam, że postępuję słusznie ponieważ
przyjemność jest zgodna z naturą, wzmacnia siły witalne człowieka. Nie
wyobrażam sobie, żeby dzisiaj ktoś mógł czuć się winny, że się masturbuje.
J.L: Jak oceniasz oddziaływanie swojej sztuki i jej wpływ na ludzi?
A.Ż : Ma dużą siłę rażenia. Jest tym większa im słabszy i nieprzygotowany
jest obiekt przez nią rażony. Grzech pierworodny - domniemany projekt
rzeczywistości wirtualnej najbardziej działał gdy pokazywałam go w pubach
ludziom, którzy nie chodzą do galerii. Nie sposób pozostać wobec moich
filmów obojętnym, zawsze wywołują emocje, negatywne czy pozytywne. Wielu
ludziom uświadamiają problemy, o których się nie mówi.
J.L: Jaka jest geneza twojego projektu transseksualnego "Onone
- świat po świecie" ?
A.Ż: Miałam bardzo silny wizualnie sen, który stał się punktem wyjścia
przy realizacji tej pracy. Jechałam w nim jakimś dziwnym urządzeniem
pod intensywnie zieloną górę. Droga była tęczowa, dookoła zielone pagórki,
błękitne niebo i odczuwałam niezwykłą świeżość powietrza. Zmęczona usłyszałam
szum potoku i położyłam się przy nim na łące. Leżałam i patrzyłam na
wodę spływającą po dziwnych roślinach oraz zielone kule, z których wychodziły
od dołu liany i snuły się po trawie schodząc do jakiegoś agregatu. Zintegrowałam
się z tymi roślinami. Nie czułam się ani kobietą, ani mężczyzną tylko
jakąś ponad płciową istotą. Tak powstała "Onone". Jest dwupłciowa
i posiada silnie odczuwalną seksualność. Przejaskrawiłam elementy genitali,
by podkreślić jej biologiczne człowieczeństwo. Cały projekt składa się
z wielu motywów. Jego istotą jest poszukiwanie nowego wymiaru ludzkiej
tożsamości, a w szczególności kulturowej tożsamości kobiety. Wychodząc
od tej idee-fixe, pokazałam utopijny świat, w którym nowa istota poprzez
harmonię płciową i intelektualną znajduje się w pełnej symbiozie z naturą.
J.L: Czy miewasz perwersyjne sny erotyczne ?
A.Ż: Tak, szczególnie jeden, który zapamiętałam był subtelnie perwersyjny
i komiczny zarazem. Przyśnił mi się aktor Franciszek Pieczka. Idę w
tym śnie przez jakąś bagnistą wieś, widzę wiatraki i chałupy, l wiem,
że jestem taka strasznie nieszczęśliwa, l stoi tam Franciszek Pieczka,
potężny jak jakiś posąg i bierze mnie na ręce. Czułam się w nich jak
w kołysce, wygodnie i tak cudownie, a on mnie mocno trzymał i kręcił
się wkoło jak karuzela. Zaczęłam kręcić się i wirować coraz szybciej
i szybciej, aż dostałam niesamowitego orgazmu i obudziłam się. Czy zakręcony
Franciszek Pieczka to nie perwersja?
J.L: Czy są takie granice, których nigdy nie przekroczysz w swoich działaniach?
A.Ż: Bardzo trudno je określić. Przykładowo miałam zamiar poddania się
eksperymentowi biologicznemu i zrobieniu z siebie hermafrodyty. Chciałam
wszczepić sobie członka, ale tak aby był funkcjonalny. Chodziło mi o
to by móc przeżywać poza kobiecym orgazmem również męski.
J.L: Czy są takie działania, np. zoofilia, których byś nie wykonała
nawet eksperymentalnie?
A.Ż: Miałam fantazje spółkowania z psem. Nie jest to dla mnie przerażające,
obawiałabym się tylko zdrowotnie. W sensie estetycznym nie miałabym
oporu. Mogłabym założyć mu prezerwatywę.
J.L: Co decyduje o tym, że pornografia może być sztuką?
A.Ż: Decydujący jest kontekst w jakim umieszcza się sceny z seksem.
Następnie ważna jest forma i w końcu odbiór widza. Każdą rzecz można
uświęcić i każdą zwulgaryzować. Często moje prace były odbierane wulgarnie
i dlatego brano je za pornografię. Nawet hard porno może być sztuką
czego dowodem są działania Jeffa Koonsa z Ciccioliną.
J.L: Na czym polega twoja koncepcja ekshibicjonizmu psychicznego?
A.Ż: Dokonując takich aktów chcę się przekonać czy człowiek może być
nieustająco tworzącym się twórczym tworem. Ludzie ukrywają swoje wady,
nie mówią wszystkiego szczerze, budują wokół siebie tajemniczość, bo
obawiają się, że gdy ujawnią swoje sekrety, odsłonią się, to przestaną
być atrakcyjni, będą słabsi. Innym powodem jest lenistwo i brak energii.
Trzeba wiele wysiłku by konstruować się od nowa, od zera. Trudno pozbyć
się balastu przeszłości, przyznać do wad, win i tworzyć wciąż nowe oblicza
samego siebie. Ludzie nie chcą się wzajemnie dogłębnie inwigilować i
bardzo się tego boją.
J.L: Czy zetknęłaś się z działaniem artystycznym, które wywołało u Ciebie
obrzydzenie?
A.Ż: Nic z tego co widziałam bezpośrednio, ale kiedyś zetknęłam się
z dokumentacją działań angielskiego artysty, który tydzień lub dłużej
przebywał w wannie z wodą. Jadł w niej, wydalał i przebywał w tych ekskrementach.
Wtedy, w pierwszej chwili to wydawało mi się obrzydliwe. Dzisiaj sama
bym to zrobiła.
J.L: Niektórzy bogobojni ludzie uważają, że używanie odchodów jest wyrazem
stosowania praktyk satanistycznych i czarnej magii. Przypomina to strach
i przerażenie przy zetknięciu się z krwią menstrualną w społecznościach
pierwotnych, które czuły do niej chorobliwy wstręt i uważały ją za dowód
przekleństwa ciążącego na kobietach. Czyż kał nie jest jednak w rzeczywistości
zupełnie nieszkodliwy i niedoceniany?
A.Ż: Oczywiście, dawniej leczono ekskrementami i dzisiaj się do tego
powraca. Zrobiłam serie fotografii z wydalaniem kału, moczu i miesiączki.
Nazwałam ją Załatwianie z matką, aniołami i demonem. Konfrontuję w ten
sposób naszą fizjologię z trzema aspektami egzystencji - racjonalnym,
boskim i demonicznym. Jeśli te wydzieliny są tak organicznie ludzkie,
a człowiek dotyka tych wszystkich sfer, to i one mogą ich dotykać. Gówno
może być w każdej z tych dziedzin. Jest czymś normalnym, ludzkim. Wielu
artystów go używało. Malowali nim, konsumowali je, wykładali gównem
ścieżkę do ołtarza itp.
J.L: Jaki jest twój stosunek do nekrofilii?
A.Ż: W żadnym przypadku mnie nie podnieca. Czułam wstręt robiąc wiele
obrzydliwych rzeczy. Odczuwam skrajny wstręt do fizjologii, ale jeśli
takie rzeczy robię, to dlatego, że pragnę doświadczyć esencji życia
i jeśli uznam to za słuszne to dokonam działań z trupem.
J.L: Czy zgodzisz się ze mną, że ekstremalne przeżycia wyostrzają wrażliwość
człowieka ?
A.Ż: Tak. To miałam na myśli mówiąc o potrzebie akceptowania i przeżywania
skrajnych stanów i sytuacji. Każde graniczne doświadczenie uwrażliwia
człowieka. Władcy Majów poddawali się rytualnemu puszczaniu krwi i składali
krwawe ofiary. Miało to nie tylko aspekt kultu religijnego, lecz było
też sprawdzianem ich uczciwości oraz fizycznej i psychicznej wytrzymałości.
To ich uszlachetniało i wyróżniało. Doświadczanie ekstremalnych stanów
pozwala człowiekowi dostrzegać niezwykle subtelne aspekty rzeczywistości.
Wywiad został zrealizowany we wrześniu 1997r. metodą interaktywnego
preparu.
|